Ziemia pod rządami Mastera znacznie się zmieniła. Zginęła połowa populacji, ludzie zostali stłoczeni w obozach pracy, zaś nad wszystkim panował Władca Czasu ze swoimi Toclafane. Istniało jednak coś takiego, jak ruch oporu, walczący na wszelkie możliwe sposoby z ciemiężcą. Walka z nim byłą nierówna i z góry skazana na porażkę, o czym przekonali się mieszkańcy Japonii, która doszczętnie spłonęła, a wraz z nią zginęli wszyscy żyjący tam ludzie. »»
Doktor i Martha przybyli do Cardiff. Na chwilę, żeby zatankować korzystając ze znajdującej się tam szczeliny. To jednak wystarczyło, aby połączyć tę historię z finałem pierwszej serii Torchwood. Pamiętacie jeszcze? Jack Harkness, porywający dłoń w słoiku i wybiegający z bazy instytutu? Czasu było tak niewiele, ale zdążył chwycić się TARDIS i polecieć razem z Doktorem. Szkoda tylko, że nie przeżył tej podróży. »»
Poprzedni epizod skończył się w taki sposób, że właściwie nie było wiadomo czego spodziewać się dalej. Doktor został uwięziony, Amy nie żyje, River zamknięta w wybuchającej TARDIS, a jedyny, który mógłby tu pomóc – Rory – jest tylko plastikowym żołnierzem Świadomości Nestene. Co więcej stacja BBC zdecydowała się na jeszcze jeden zabieg mający na celu zbudowanie napięcia – pierwszy raz po emisji odcinka nie puszczono zwiastuna kontynuacji. »»
Ten epizod to pierwsza część finału, więc oczekiwania fanów były naprawdę duże. Co jak co, ale zwykle to zakończenia poszczególnych sezonów przynosiły największe emocje fanom Doktora. A i tym razem twórcy serialu zaaplikowali nam sporo sugestii i niedomówień, które swoje rozwiązanie powinny znaleźć w finale. »»
Są takie odcinki, które w jakiś sposób różnią się od typowych przygód Doktora. Są nieco bardziej statyczne i bardziej niezależne kompozycyjnie. Ot proste, pojedyncze przygody, które zaczynają się i kończą na jednej historii. To jednak nie znaczy, że są gorsze. Ja osobiście bardzo je lubię. »»
Po śmierci Rory’ego, Doktor stara się zrobić wszytko, aby sprawić Amy przyjemność. Dziewczyna jednak nie pamięta narzeczonego, dlatego zachowanie Władcy Czasu wydaje się jej podejrzane. Jednym z takich prezentów, jest wyprawa do muzeum, gdzie bohaterowie będą podziwiać obrazy Van Gogha. Podczas takich oględzin, doktor wypatrzy coś, co z pewnością nie powinno się znaleźć na obrazie. A to oznacza, ze malarzowi może grozić śmiertelne niebezpieczeństwo. »»
Tak jak się można było tego spodziewać, Doktor i jego chwilowa towarzyszka szybko zostają schwytani przez humanoidalne jaszczury. Amy za to poddawana jest sekcji, co nie byłoby specjalnie przerażające, gdyby badanie nie było przeprowadzane przy pełnej świadomości obiektu badań. Splot tych dwóch wydarzeń okazuje się być sprzyjającym zbiegiem okoliczności, bo jaszczurzy naukowiec zostaje wezwany do schwytanych więźniów, aby rozpoznać ich gatunek. »»
Tym razem Doktor, Amy i Rory wybrali się w niedaleką przyszłość. I chociaż miejscem docelowym było Rio i tamtejszy karnawał, wylądowali na swojskiej ziemi. Ale to nie znaczy, że tu będzie mniej ciekawie – już nie raz zdarzało się, że przypadkowe lądowania były spowodowane dziwnymi wydarzeniami w danym miejscu. Nie inaczej jest i tym razem. »»
Od wydarzeń z poprzedniego odcinka minęło pięć lat. Doktor wraca do Amy i Rory’ego i ze zdumieniem stwierdza, że dziewczyna jest w ciąży, chłopak zaś zapuścił kitkę. Lecz to nie koniec, bo w całym miasteczku atmosfera jest senna i coś niepokoi Doktora. Niepokoi do czasu, aż zaśnie. »»
Tym razem Doktor, zabierając Amy i Rory’ego, wybiera się w podróż do dawnej Wenecji. Oczywiście na miejscu okazuje się, że trafia w sam środek kabały… Bo w całym mieście giną młode dziewczęta. No może nie tyle giną, co gdy trafią do szkoły niejakiej pani Calavierri, to tak jakby słuch po nich zaginął. »»
Doktorowi i jego towarzyszom raz jeszcze udało się uciec. Niedaleko, ale skutecznie, przynajmniej tak długo, aż anioły nie zregenerują skrzydeł, aby za nimi polecieć. Niestety, posągi coraz bardziej przypominają anioły, więc czasu jest naprawdę niewiele. No i tutaj zaczyna się trwająca właściwie pół odcinka ucieczka. »»
Na powrót płaczących aniołów czkałem od czasu ich poprzedniego pojawienia się na ekranie. I właściwie niewiele się zmieniło – wciąż na nie czekam i to nie tylko dlatego, że następny odcinek będzie kontynuacją tego. Po prostu historia ta trzyma poziom, zaś kamienne bestie nic nie straciły ze swojego magnetyzmu, przyciągającego przed ekran. »»
Ku mojemu zdziwieniu nie wszystkich przekonuje do siebie jedenasty Doktor. W Internecie można znaleźć z gruntu odmienne opinie, a obrywa się i Smithowi, i Moffatowi. Drugi odcinek miał weryfikować pierwsze wrażenie wywołane startem sezonu. I trzeba powiedzieć, że robi to – nowy Doktor jest bardzo doktorowy (i to w starym, nieco nieuprzejmym stylu), zaś scenariusz jest również bardzo w stylu serii. W tym drugim przypadku to poniekąd zarzut. »»
Jedenasty Doktor był powodem niepokojów fanów na całym świecie. Bardzo wielu mówiło, że po Davidzie Tennancie bardzo ciężko będzie komukolwiek sprostać roli Władcy Czasu. Pierwsze materiały na temat odtwórcy nowego Doktora, a miał nim być Matt Smith, nie napawały optymizmem. Nowy bohater z nieco pretensjonalnym okrzykiem Geronimo, z zupełnie inną filozofią Doktora, od poprzedniego (ot choćby nie mający oporów przed użyciem broni), to osobnik którego wielu fanów z miejsca skreśliło. »»
Zastanawialiście się jak wiele może się zdarzyć podczas jednego tylko mrugnięcia okiem? Okazuje się, że cokolwiek by się nie wydarzyło, i tak zblednie przy śmierci z ręki płaczącego anioła. Śmierci bezbolesnej i bardzo eleganckiej, ale i skutecznej jak żadna inna. »»




Komentarze